Impreza. Gdzieś między kolejnym piwem a kolejką wódki jeden z moich braci ciotecznych wpadł na genialny pomysł. "A może przebieglibyśmy jesienią maraton?". Jasne, zgodziłem się bez wahania. Jeśli jednak teraz stwierdzimy, że biegniemy to nie ma wyjścia przykładamy się do tego, dodałem. Po chwili między nami i ciszą niepewności był włączony dyktafon. Deklaracja: "My tutaj zebrani, oświadczamy, że weźmiemy udział w Maratonie Warszawskim na wiosnę 2013 roku i ukończymy go". Tak to wyglądało z mojej perspektywy podczas nagrywania tego. Rano, finalnie okazał się, że było tam kilka zająknięć, śmiechu i dźwięku stukanego szkła. Głowa boli, ale zobowiązaliśmy się, że ukończymy dystans 42km 195 m.
Patrzę na siebie. Młody chłopak który za miesiąc skończy 21 lat. Lustro nie kłamie. Z pewnością mam ponad 10 km nadwagi. Za 10 miesięcy przebiegnę maraton. Coraz bardziej zaczynam w to wątpić. Słowo jednak się rzekło. Napoleon Hill powiedział swego czasu, że póki możesz poszczycić się wytrwałością, dasz sobie radę bez wielu innych zalet. Czuję, że to hasło będzie towarzyszyło mi w ciągu następnych 10 miesięcy. Coraz bardziej dochodzi do mnie w co ja się naprawdę wpakowałem...